Jeszcze o znaczeniu Paschy (doświadczenia)

Kilkakrotnie przywołane – i skrytykowane – zostało moje stwierdzenie o “przeskoku” ze wstępnego sformułowania stanowiska, pozwolę sobie zatem nieco szerzej wyjaśnić, o co mi chodzi/chodziło.

Chyba wszyscy zadajemy sobie pytanie o przyczynę “teologicznego” zwrotu, jaki dokonał się we wspólnotach uczniów, doprowadzając najpóźniej pod koniec I wieku do sformułowania explicite przekonania o boskości Jezusa. Bowiem ten zwrot sprawia w dużej mierze, że źródła, którymi dysponujemy, są znacznie mniej (niż byśmy chcieli z perspektywy historycznej) zainteresowane portretowaniem Jezusa przedpaschalnego, a znacznie bardziej opowiedzeniem pewnej soteriologii. Czy też – innymi słowy – próbą opowieści o doświadczeniu zbawienia, opowieści o charakterze inicjacyjnym zresztą, nastawioną na wprowadzenie w to doświadczenie kolejnych ludzi.

Dlatego dla mnie fundamentalne pytanie dotyczy właśnie doświadczenia, które zwrot sprowokowało. Same źródła (w praktyce wszystkie tradycje NT za wyjątkiem może Marka) wskazują na śmierć-zmartwychwstanie-zesłanie Ducha jako na to wydarzenie. Dlaczego im w tym względzie nie wierzyć?

Jeśli stwierdzamy w miarę zgodnie, że – jak to określił p. Dariusz – “przesunięcie Jezusa w stronę centrum” datować można już na lata 50-te (co do tego czy mamy do czynienia już z kultem, dyskusja wydaje się być jeszcze otwarta – Dunn – Hurtado) – to doświadczenia, z których owo “przesunięcie” wyrasta, muszą być siłą rzeczy wcześniejsze (dlatego np. zburzenie Jerozolimy mogło mieć w tym procesie tylko wtórne znaczenie).

Uznanie znaczenia Paschy (i późniejszych doświadczeń o charakterze soteriologicznym – “dzięki/z/przez/w Chrystusie mamy odpuszczenie grzechów”) za decydujące dla transformacji przekonań o tożsamości Jezusa nie wyklucza wcale działania wewnątrz tego procesu innych czynników – pamięci o Jezusie przedpaschalnym, relektury Pierwszego Testamentu i żydowskiej tradycji, zapożyczeń z innych nurtów myśli. Raczej je właśnie zakłada. Wspólnoty poszukiwały sposobów na wypowiedzenie własnego doświadczenia w tym, co było dostępne na rynku myśli. Jednak – i to ma moim zdaniem kluczowe znaczenie – zaprzęgając różne elementy w ową opowieść, dokonywały ich akomodacji: to żywe doświadczenie było kryterium doboru wątków i ich przekształceń. I dotyczyło to nawet pamięci o Jezusie przedpaschalnym. Patrząc z perspektywy dynamiki doświadczenia religijnego nie jest trudno sobie wyobrazić, że doświadczenie obecności Jezusa w Duchu Świętym “przykrywało” pamięć o Jezusie przedpaschalnych nawet u tych, którzy go pamiętali. Dla tych zaś, którzy nie byli bezpośrednimi uczniami Jezusa, jedynym znanym był ten z doświadczenia wiary… Gdyby zatem nawet stawiali sobie pytanie o to, jakiego chrześcijaństwa chciałby Jezus, pytanie to nie brzmiałoby raczej “jakiego chciał?” (w czasie przeszłym, w odniesieniu do nauczania przedpaschalnego), ale “jakiego chce?” (w czasie teraźniejszym – w odniesieniu do aktualnego doświadczenia wiary).

Oczywiście – ten proces utrudnia w dużej mierze dotarcie do Jezusa historycznego/przedpaschalnego. Ale ominąć się go nie da. Próby “odfiltrowania” z przetworzonych przez doświadczenie wiary źródeł są poważnie zagrożone aprioryzmem: obawiam się, że wciąż nie mamy tutaj jasnych kryteriów metodologicznych – stąd wielość obrazów w third quest – o której wspominał ks. Artur w jednym z postów. Obraz prorocko-apokaliptyczny, za którym zdecydowanie opowiada się pan Dariusz, uważam za jedną z możliwości (bliżej mi chyba do prorockiego bieguna tego złożenia), ale związanie się z jednym tylko obrazem uważam za niemożliwe z przyczyn metodologicznych – brak rozstrzygających kryteriów, a co za tym idzie, niebezpieczeństwo zubożenia jest tu spore.

 

 

I jeszcze kilka gloss:

Po pierwsze: “przesunięcie Jezusa ku centrum” następuje nie tylko u Pawła, ale we wszystkich tradycjach NT, przy czym środki, którymi się posługują, są różne (wystarczy zestawić Łukasza, List do Hebrajczyków, Jana). Oczywiście – u Pawła mamy świadectwa najstarsze, zaś w najpóźniejszych tekstach – najdalej idące. Jednak zupełnie nie mamy świadectw ze wspólnot, w których takie przesunięcie by się nie dokonało. Albo zatem uznamy tradycję Pawłową za determinującą pozostałe, albo źródło “przesunięcia” jest poza/przed Pawłem.

Po drugie: nie wiem, czy tak radykalne przeciwstawianie Pawła reszcie apostołów, jak to czyni pan Dariusz, jest uprawnione. Co do napięć – pełna zgoda. Najwyraźniej szły one po linii Palestyna – diaspora, zaś kwestia stosunku do prawa miała w nich kapitalne znaczenie. Jednak budowanie w oparciu o wzmiankę o “innej ewangelii” hipotezy o radykalnej różnicy pomiędzy nauczaniem Pawła a “głównych” apostołów, to już nadmierne puszczanie wodzy fantazji.

Po trzecie: hipoteza zawodu nadziei apokaliptycznych jako początek przemian w obrazie Jezusa zupełnie mnie nie przekonuje. Pomijam już małą wiarygodność psychologiczną (trauma niespełnionych nadziei miałaby doprowadzić do zbudowania optymistycznej soteriologii, której osią jest odpuszczenie grzechów?) – trudno odnaleźć ślady takiego zawodu w źródłach. Co więcej – zdaje się, że oczekiwania apokaliptyczne były jeszcze bardzo żywe u wczesnego Pawła – a więc już po tym, jak proces “przesuwania Jezusa ku centrum” trwał w najlepsze. Co więcej – nie wydaje się, by rezygnacja z nadziei na rychłe apokaliptyczne spełnienie wpłynęła znacząco na przedstawianie roli Chrystusa w Pawłowej eschatologii.

Komentarze

Przeglądasz debatę akademicką. Aby zobaczyć komentarze, przejdź do dyskusji nad tekstem.