Co jest “historyczne”, co “teologiczne”?

Zwłaszcza końcówka postu “Od Jezusa historycznego do Jezusa Boga: kiedy?”, choć nie skierowana bezpośrednio do mnie, jednak wywołuje mnie do tablicy…

Czy nie zachodzi tutaj pewna niekonsekwencja metodologiczna? W pewnym zakresie korzysta się z narzędzi nauk historycznych, a potem, gdy pojawia się problem datowania wierzenia w bóstwo Jezusa – narzędzia te się odrzuca, zamienia na nowe, teologiczne…

Uważam wręcz przeciwnie: jeśli stwierdzamy, że o jasno poświadczonej wierze w bóstwo Chrystusa (przynajmniej w jej wyjściowej niejako formie – bo przecież do sformułowań Chalcedonu jeszcze daleko) możemy mówić pod koniec I wieku, to czynimy to na podstawie ustaleń czysto historycznych. Za pomocą dokładnie tego samego narzędzia, za pomocą którego stwierdzamy, że we wcześniejszych warstwach tradycji taka wiara jest obecna co najwyżej implicite.

Moim zdaniem nie da się w tej dyskusji uniknąć pytania, co takiego się stało, że od prorocko-apokaliptycznego nauczania Jezusa skoncentrowanego na królestwie Bożym, następuje (i to nie dopiero pod koniec I wieku, ale w połowie tegoż – o czym wyraźnie świadczą pisma Pawłowe) we wspólnotach uczniów przejście do nowej soteriologii, w której Jezus staje się osią i centrum wydarzenia zbawienia. Źródła, którymi dysponujemy, by na to pytanie odpowiedzieć, wskazują na triadę śmierć-zmartwychwstanie-zesłanie Ducha Świętego. Dwa elementy tej triady mają charakter meta-historyczny: uznanie ich za możliwe wyjaśnienie procesu historycznego wymaga w istocie pewnego rozstrzygnięcia a priori (tzn. uznania, iż Bóg nie tylko istnieje, ale i działa w świecie…). I tu zaczyna się główny problem.

Jeśli piszę z perspektywy doświadczenia wiary, to nic mi nie przeszkadza, by uznać wydarzenia paschalne za faktyczne (i wystarczające) wyjaśnienie przewrotu, jaki dokonał się w teologii pojezusowych wspólnot w ciągu powiedzmy kilkunastu lat po passze – doprowadzając do powstania teologii, którą odnajdujemy u Pawła. A potem, w kolejnych latach, do wyznania boskości Jezusa już explicite.

Z tejże perspektywy nie widzę też problemu z ciągłością pomiędzy Jezusem przedpaschalnym a popaschalną soteriologią, bowiem wydarzenie “wskrzeszenia z martwych” bądź “zmartwychwstania” Jezusa wystarczająco taką zmianę wyjaśnia.

Rozumiem oczywiście, że bez perspektywy wiary i możliwości uznania za klucz hermeneutyczny zmartwychwstania, sprawy się komplikują, i soteriologiczne innowacje wspólnot popaschalnych stają się nieuprawnionym zafałszowaniem pierwotnego nauczania Jezusa. Ośmielę się jednak zauważyć, że źródła, którymi dysponujemy, opowiadają się za “wierzącą” optyką, z takiej są pisane. Innymi słowy: autorzy poszczególnych tekstów Nowego Testamentu byli jak się zdaje przekonani co do tego, że ich bazująca na wydarzeniach paschalnych próba odpowiedzi na pytanie o tożsamość Jezusa jest uprawniona o tyle, że Jezus przedpaschalny i popaschalny to jednak jedna i ta sama osoba.

Mam świadomość, że stwierdzenie “Jezus popaschalny” to w ramach badań nad Jezusem historycznym coś w rodzaju herezji. Niemniej nie można ignorować faktu, że te same źródła, które mówią o Jezusie “historycznym”, przyznają jednocześnie hermeneutyczne pierwszeństwo popaschalnemu, czyli metahistorycznemu (i to – uważam – z Markiem włącznie).

 

Komentarze

Przeglądasz debatę akademicką. Aby zobaczyć komentarze, przejdź do dyskusji nad tekstem.