Paweł z Tarsu i to, co dziś nazywamy “chrześcijaństwem”

Do postu Krzysztofa “Objawienie chrześcijańskie – jego integralne części”

Medytuję nad Twoim czterokanałowym objawieniem.

Póki co wydaje mi się tak: objawienie starotestamentalne (3) to praktycznie Biblia hebrajska, a zatem chyba nadal judaizm? Objawienie “metafizyczno-religijne” (4), nawet jeśli akurat w naszej tradycji kulturowej obrazuje się je i opisuje poprzez kategorie Mądrości Bożej, Logosu czy Ducha, wydaje mi się czymś uniwersalnym – wszystkie religie odsyłają do jakiejś Rzeczywistości poza naturalnym światem. Musisz się więc chyba liczyć z możliwością, że taka Rzeczywistość może być dostępna także w islamie, hinduizmie i mnóstwie innych religii? A w takim razie jeszcze trudniej mi w tym osadzić “chrześcijańskość” Twojej wiary, niż w objawieniu typu (3). Co do “doświadczenia Jezusa zmartwychwstałego”, to inna sprawa – jeśli faktycznie masz mistyczne przeżycia takiego rodzaju, nie mi to komentować.

No i został Jezus historyczny. Tutaj mogę się wypowiadać. Napisałeś:

Co do samego Pawła, nie wiemy tak naprawdę, czy nie miał on dostępu do nauczania Jezusa lub czy mu ono nie odpowiadało (jak piszesz w nawiasie). Można powiedzieć, że nie wygląda, aby się nim jakoś specjalnie interesował.

Od razu zastrzegasz: Nie pomniejsza mi to jednak wiarygodności Pawła jako autora natchnionego. To akurat nie ma dla mnie znaczenia, gdy piszę o Jezusie historycznym. Pytając o tego Jezusa nie widzę też większej różnicy między stanowiskami: nie miał dostępu do informacji do Jezusie, poglądy Jezusa mu nie odpowiadały, czy – jak chcesz Ty – nie interesował się tym, co Jezus za swego życia miał do powiedzenia. W każdym z tych wypadków doszłoby moim zdaniem do jakiegoś przerwania wiarygodnej historycznie tradycji po-Jezusowej.

Jeśli Paweł ma “ma niewiele (lub zgoła nic) do powiedzenia” w kwestiach życia i nauczanie Jezusa, co to znaczy? Moim zdaniem znaczy niesłychanie dużo. Coś to bowiem mówi o naszych najwcześniejszych, najlepszych źródłach, w których po raz pierwszy pojawiają się dwie podstawowe idee chrześcijaństwa: odkupieńczej śmierci Jezusa, a także centralności jego osoby (choć jeszcze nie – boskości).

W dyskusji ogólnodostępnej ks. Grzegorz zapytał Pawła Żarkowskiego:

Czy kerygmat, w którym Jezus nie byłby w mocnym sensie Synem, w którym mamy odpuszczenie grzechów, byłby jeszcze kerygmatem chrześcijańskim?

To według mnie bardzo znaczące pytanie, a także to, że autor postawił je jako retoryczne.  Aby zachować chrześcijaństwo – takie jakie wrosło w naszą pamięć kulturową przez XX wieków Kościoła – musimy zachować co najmniej jakieś “mocne” wywyższenie czy centralność Jezusa plus odkupienie grzechów.

A co jeśli są to wyłącznie idee po-Pawłowe? Królestwo nie nadeszło – ale Jezus odkupił “grzech pierworodny”. Ziemia nie stała się rajem – ale “Drugi Adam” otworzył drogę, na której “zbawienie” można zdobyć indywidualnie, przebywając we wspólnotach skupionych wokół pamięci o Jezusie i odtwarzając akt zbawczy Jezusa poprzez chrzest. Coś zapowiadanego i oczekiwanego się nie stało, ale stało się coś innego. Religioznawstwo przebadało tego typu reinterpretacje niespełnionych przepowiedni – prawie zawsze skutecznie zapewniające przetrwanie wspólnot – zwłaszcza na przykładach grup adwentystycznych. Paweł nie byłby wyjątkiem.

Nie bardzo chyba możemy wiązać tą reinterpretację z tym Jezusem, który nauczał w Galilei i zginął na krzyżu w Jerozolimie. Także więc Jezus historyczny (1) – a może nawet zwłaszcza Jezus historyczny – nie wydaje mi się tym kanałem objawienia/informacyjnym, gdzie znaleźlibyśmy wiarygodne chrześcijaństwo.

Możesz raczej – i z tego, co rozumiem, nie sprawia Ci to problemów – powtórzyć otwarcie za Pawłem, tak jak on otwarcie sugerował: jeśli nawet według ciała poznaliśmy Chrystusa, to już więcej nie znamy Go w ten sposób (2 Kor 5:16). Masz inny sposób.

Mnie (który nie mam objawień ani metafizycznych, ani Jezusa zmartwychwstałego) bardziej niż Ciebie intryguje, po co Jezus głosił i uzdrawiał przez trzy lata – skoro odegrał swą właściwą rolę potem w trzy dni? Skąd jego upór przy głoszeniu “Królestwa” – skoro chodziło mu o odkupienie grzechów? Z drugiej strony, chciałbym mocno podkreślić, że Twoja świadomość tej problematyki i intelektualne otwarcie na nią to coś dla mnie bardzo ożywczego, cennego.

Aby trochę “zejść na Ziemię”, w polskie realia, zacytuję na koniec – dla kontrastu – kilka popularnych katolickich stron internetowych. Tutaj nikt się specjalnie nie patyczkuje z naszym problemem:

 Sam Jezus mówił o sobie, że jest Bogiem (katolik.pl)

 W Ewangelii niejednokrotnie czytamy o tym, że sam Jezus był świadomy tego, iż jest Bogiem. (jezus.com.pl)

 Wiara w bóstwo Jezusa to kluczowy problem dla wiary chrześcijańskiej. To kamień węgielny, główny jej dźwigar nośny, podstawowy i zasadniczy element konstrukcyjny. Znajdujemy go takim w najstarszym nauczaniu pierwszych wyznawców Chrystusa. (niedziela.pl – podkreślenie moje)

Komentarze

Przeglądasz debatę akademicką. Aby zobaczyć komentarze, przejdź do dyskusji nad tekstem.