Ortodoksja czy “inna ewangelia” – ocena szans historycznych

Do postu ks. Grzegorza “A dlaczego nie?”

Chciałbym na początek – jak często to robię w tej dyskusji – określić, w jakim zakresie się zgadzamy. Otóż nasze opinie pokrywają się co do datowania momentu powstania wyraźnych śladów wierzenia, że Jezus to Bóg. Powstały one pod koniec I wieku. Mogę także się zgodzić, że na istnienie znacznie wcześniejszych śladów przesunięcia Jezusa w stronę centrum, tzn. uczynienia z niego tematu ewangelii. Zgodziłbym się tutaj na lata 50., kiedy powstają słynne hymny Pawła: Flp 2: 6-11 i Kol 1:15-20. Zaznaczę jednak mocno – za Jamesem Dunnem (Did the First Christians worship Jesus, 2010), że Jezus to temat, a nie adresat tych hymnów. Inaczej mówiąc: Paweł rozpoczął “przesunięcie postaci Jezusa w stronę centrum” głoszonej ewangelii, ale wyraźnie poświadczona teizacja to nadal koniec I wieku.

Zgadzamy się także oczywiście w tym zakresie, że “chrześcijańska ortodoksja nie musiała się rozwinąć po myśli Jezusa”. Tutaj jednak ja idę dalej. Moim zdaniem takie stwierdzenia – mogła, lub nie mogła, “a dlaczego nie? – są za słabe. W poprzednim poście starałem się pokazać, że nie tylko sam odstęp czasowy między Jezusem a jego teizacją, ale także konkretne okoliczności historyczne i ślady tekstowe stawiają tę “ortodoksyjność ortodoksji” pod znakiem zapytania.

Pierwsza przyczyna – upadek Świątyni. Nie cały judaizm, ale na pewno większa jego część wymagała po roku 70. totalnej przeróbki. Męczyli się z tym nie tylko uczniowie Jezusa – także faryzeusze. Ponieważ akurat te dwa ruchu przetrwały, nic dziwnego, że oba uznały się za cudownie ocalałe, wybrane – co widać w podobieństwie ich legend o interwencji nadprzyrodzonej (ucieczka do Pelli, ucieczka do Jabne). Wszystko zniszczone, nas Bóg ocalił: czy taka sytuacja to nie podatny grunt, aby uznać siebie samych, a zwłaszcza przywódcę ocalałego ruchu – za wybranych, za o wiele bliższych Boga od innych? Czy to nie dobre wyjaśnienie, dlaczego od “przesunięcia do centrum” chrześcijanie zaczęli się posuwać w stronę teizacji? W Świątyni Bóg przebywał w sposób unikalny – nic dziwnego, że po jej unicestwieniu  to Jezus stanie się tym miejscem, tą osobą, w której Bóg stał się obecny w sposób unikalny  (wskazywałem Ewangelię Marka jako ślad tekstowy procesu zastępowania Swiątyni: Jezusem). Jesteśmy tutaj praktycznie na “ostatniej prostej” do teizacji. (Przypominam i rozwijam tę argumentację, bo nie dostałem na nią odpowiedzi).

Druga przyczyna: jak ksiądz się zgodził, “zapewne konkurowały wówczas ze sobą różne soteriologie (a więc różne interpretacje tożsamości Jezusa)”. Tylko, że to znowu za słabo powiedziane, jeśli wziąć pod uwagę stan naszych źródeł. Istnienie “innej ewangelii” – tak różnej od Pawłowej, że jej przyjęcie interpretuje on w Gal 1:6 jako “odejście” od jego własnej – mamy na piśmie. Ale jest tam coś więcej. Dla tej ewangelii uczniowie Pawła porzucili założyciela własnej wspólnoty, osobę o najwyższym prestiżu. Nie wyobrażam sobie, aby ktoś mógł na nich aż tak wpłynąć – gdyby nie byli to wysłannicy z Jerozolimy, mający za sobą prestiż osobistych uczniów Jezusa. Czy to przypadek, że Paweł nazywa swych oponentów ironicznie “superapostołami”, że ich prestiż przyrównuje do prestiżu anioła:

Innej jednak Ewangelii nie ma: są tylko jacyś ludzie, którzy sieją wśród was zamęt i którzy chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową. Ale gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy – niech będzie przeklęty! (Gal 1:6-7)

Dlaczego Paweł potrzebował aż nadprzyrodzoności, aby zrównoważyć prestiż “innej ewangelii”. Czy nie dlatego, że głosili ją oryginalni apostołowie? – taka hipoteza wydaje mi się dość sensowna. Bo kto inny mógłby mieć prestiż przewyższający Pawłowy? A Paweł apostołem nie był….

Pisałem wreszcie – po trzecie – o braku dostępu Pawła do tradycji, który zaowocował brakiem u niego cytatów z Jezusa. Nie wydaje mi się, aby argumenty “z milczenia” były z zasady niedozwolone. Niedozwolone wydaje mi się wnioskowanie z samego tylko milczenia. Ja tego jednak nie zrobiłem. Napisałem o tym, że Paweł bardzo potrzebował jakiegoś podparcia, toczył ostre boje – a jednak po słowa Jezusa nie sięgnął. Nie miał dostępu? A może wręcz przeciwnie – znał i dlatego z tej tradycji nie korzystał? Bo podważała, a nie wspierała jego działania, jego sposób interpretacji Jezusa i celów ruchu? W kontekście prestiżu “innej ewangelii” i sporów Pawła z “centralą” w Jerozolimie (Dz 15!)  – wydaje mi się to opcja warta rozważenia.

Chce ksiądz tłumaczyć wielość “ewangelii” u początków chrześcijaństwa tym, że “najprawdopodobniej dlatego, że sama pamięć nauczania przedpaschalnego Jezusa nie była wystarczająca do wyjaśnienia wydarzeń paschalnych”. I tutaj zgadzam się w zupełności. Moim zdaniem, można i tutaj – jak w poprzednich wypadkach – posunąć się znowu dalej. Jezus prawdopodobnie głosił bliskość Królestwa, bliskość Dni Ostatecznych, końca ludzkiej historii:

“W owe dni, po tym ucisku, słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku. Gwiazdy będą padać z nieba i moce na niebie zostaną wstrząśnięte. Wówczas ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w obłokach z wielką mocą i chwałą”. (Mk 13: 24-26)

Zostało to przejęte z Księgi Daniela:

“Patrzałem w nocnych widzeniach: a oto na obłokach nieba przybywa jakby Syn Człowieczy. Podchodzi do Przedwiecznego i wprowadzają Go przed Niego”. (Dan 7:13)

Możemy zatem moim zdaniem nie tylko powiedzieć, że “nauczanie przedpaschalne nie wystarczyło”. Możemy też odgadywać, skąd się wzięła ta niewystarczalność. W ramach hipotezy Jezusa proroka apokaliptycznego – nauczanie o bliskości Królestwa wymagało rewizji, gdyż Królestwo – takie, jakiego oczekiwano – NIE nadeszło. Ani za życia Jezusa, ani po upadku Świątyni. Najważniejsza przepowiednia Jezusa zawiodła.

Dlatego, choć zgadzam się z księdza stwierdzeniem, że “źródła przedstawiają” wydarzenia paschalne, ukrzyżowanie i zmartwychwstanie, jako “klucz do Jezusa” nie uważam, że z tego powodu musimy rezygnować z pytania: z jakich przyczyn pojawiło się takie przedstawianie, co je mogło wywołać? Moim zdaniem, nauka o odkupieniu przez śmierć Boga (we wspólnotach Pawła i późniejszym “głównym nurcie ortodoksji”) zastąpiła pamięć o Jezusie – proroku Królestwa, na które za czasów Pawła Jerozolimczycy, kierowani przez Jakuba, brata Jezusa i apostołów – wciąż jeszcze czekali.

Paweł także czekał, jednocześnie jednak podnosił status Jezusa coraz wyżej, zastępując rajskie Królestwo samym tylko “nowym Adamem”. Już w latach 50. te różnice starej, po-Jezusowej i nowej, po-Pawłowej ortodoksji poszły tak daleko, że mówiło się o “innej ewangelii”.

Hipoteza apokaliptyczna nie przypadkiem uważana jest za klasyczną hipotezę historyczno-krytyczną. Jak starałem się pokazać powyżej – ma spory zasięg i moc wyjaśniania.

 

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze

Przeglądasz debatę akademicką. Aby zobaczyć komentarze, przejdź do dyskusji nad tekstem.