Od proroka do Zbawiciela – jak to przebiegało?

Do postu ks. Grzegorza “Jeszcze o znaczeniu Paschy (doświadczenia)” (część II)

Tutaj, w osobnym poście, chciałbym odpowiedzieć na wątpliwości księdza, dotyczące tego, czy hipoteza apokaliptyczna ma oparcie w naszych źródłach.

Nie przyjmuję argumentu, że nie możemy się opowiadać za Jezusem apokaliptycznym, gdyż istnieje jeszcze wiele innych teorii historycznych postaci Nazarejczyka, a ponadto brak rozstrzygających argumentów. Te dwa zastrzeżenia są po prostu opisem normalnego stanu w każdej z ludzkich nauk: zawsze teorii jest wiele i zawsze brak rozstrzygających argumentów, bo nauki odsłaniają tylko fragmenty rzeczywistości. Mimo to prestiż owych nauk, a zwłaszcza głównej hipotezy w każdej z nich – pozostaje ogromny.

Co do alternatywy: “albo uznamy tradycję Pawłową za determinującą pozostałe, albo źródło <przesunięcia> jest poza/przed Pawłem”, opowiadałbym się za pierwszą możliwością. To właśnie wspólnoty po-Pawłowe przetrwały katastrofę roku 70. To tradycje po-Pawłowe zdecydowały o tym, co potem ojcowie Kościoła uznali za “ortodoksję”. Nurt chrześcijaństwa żydowskiego, w którym największą rolę odgrywali apostołowie i krewni Jezusa, a zwłaszcza Jakub – po roku 70. stracił znaczenie.

Co do sporu: Jerozolima – Paweł. Mówienie o “napięciach”, bo na tyle tylko ksiądz się zgodził, to moim zdaniem znów za słabo powiedziane. Podałem więcej argumentów, niż tylko wzmianka o “innej ewangelii” na poparcie hipotezy, że zachodziły na tej linii wyraźne różnice (określanie oponentów “superapostołami”, spór na Soborze Jerozolimskim. Kiepskie rozeznanie Pawła w nauczaniu historycznego Jezusa też może świadczyć, że między nim a Jerozolimczykami coś było nie tak, komunikacja szwankowała). Dlatego opierałby się przy tezie, że prawdopodobnie chrześcijańska ortodoksja rozwinęła się poza głównym (jerozolimskim) nurtem tradycji po-Jezusowych (która to teza zakłada, że spór był poważny).

Samą hipotezę apokaliptyczną podważa ksiądz jeszcze innymi kontrargumentami. Odpowiem na nie po kolei.

Pierwszy: “mała wiarygodność psychologiczna (trauma niespełnionych nadziei miałaby doprowadzić do zbudowania optymistycznej soteriologii, której osią jest odpuszczenie grzechów?)”. Argument ten opiera się na opozycji “traumatyczne” – “optymistyczne”. Moim zdaniem, dokładnie na tej zasadzie – przejścia od negatywnych emocji, związanych z niespełnioną obietnicą do optymistycznych emocji, związanych z jej reinterpretacją, działają wszelkie racjonalizacje niespełnionych przepowiedni. I są skuteczne! Dlaczego miałyby nie być skuteczne w przypadku pierwszych chrześcijan?

Czy ślady rozczarowania uczniów, gdy proroctwo zawiodło ” trudno odnaleźć w źródłach?” A skąd się tam wzięło pytanie, dlaczego umarli nie zmartwychwstają? Skąd pytania o wyzwolenie Izraela? Skąd szok uczniów i ich ucieczka, gdy pojmano Jezusa – skoro męka i śmierć były im wcześniej zapowiedziane, a zatem wszystko szło “według planu”?

Inna księdza wątpliwość: “zdaje się, że oczekiwania apokaliptyczne były jeszcze bardzo żywe u wczesnego Pawła – a więc już po tym, jak proces <przesuwania Jezusa ku centrum> trwał w najlepsze”. Całkowicie się z tym zgadzam. Oczekiwania apokaliptyczne są żywe nawet aż po Apokalipsę św. Jana, a potem wracają wiele razy w całej historii chrześcijaństwa. Bo są mocno utrwalone w tradycji po-Jezusowej, praktycznie wszędzie w niej można się na nie natknąć.

Hipoteza apokaliptyczna rozróżnia pewne etapy w przemianach najwcześniejszych wierzeń. Do pewnego momentu “zbawienie”, jakie zapewnił swą śmiercią Jezus – ma się wciąż jeszcze zrealizować apokaliptycznie, tzn. “za życia tego pokolenia”, niebawem. Jezus zmartwychwstał jako pierwszy, zaledwie otwierając czas zbawienia. Tak mamy u Pawła i jeszcze nawet u Marka. U Pawła powstaje nawet problem, co z chrześcijanami, którzy już zmarli – ewidentnie okres oczekiwania liczył się wtedy na zaledwie lata:

To bowiem głosimy wam jako słowo Pańskie, że my, żywi, pozostawieni na przyjście Pana, nie wyprzedzimy tych, którzy pomarli. Sam bowiem Pan zstąpi z nieba na hasło i na głos archanioła, i na dźwięk trąby Bożej, a zmarli w Chrystusie powstaną pierwsi. Potem my, żywi i pozostawieni, wraz z nimi będziemy porwani w powietrze, na obłoki naprzeciw Pana, i w ten sposób zawsze będziemy z Panem. (1 Tes 4:15-17)

Natomiast u Łukasza te nadzieje na szybką Paruzję już przygasną. Odpowiadając na Twoją wątpliwość: do pewnego momentu nadzieje apokaliptyczne i chrystologia odkupienia faktycznie współistnieją, gdyż ta ostatnia ma postać apokaliptyczną. Paweł potrzebował soteriologii, aby zapewnić dostęp do zbawienia swoim poganom, a nie po to, aby wyeliminować apokaliptyzm. Dlatego masz zupełną słuszność pisząc: “nie wydaje się, by rezygnacja z nadziei na rychłe apokaliptyczne spełnienie wpłynęła znacząco na przedstawianie roli Chrystusa w Pawłowej eschatologii”.

Bo Paweł z apokaliptyzmu nie zrezygnował. Nie wiązałem utraty pamięci o “Jezusie – proroku Królestwa” z samym tylko Pawłem. Napisałem, że stało się to “we wspólnotach Pawła i późniejszym “głównym nurcie ortodoksji”.

Trwało to dłużej.

Komentarze (1)
  • To właśnie wspólnoty po-Pawłowe przetrwały katastrofę roku 70. To tradycje po-Pawłowe zdecydowały o tym, co potem ojcowie Kościoła uznali za “ortodoksję”. Nurt chrześcijaństwa żydowskiego, w którym największą rolę odgrywali apostołowie i krewni Jezusa, a zwłaszcza Jakub – po roku 70. stracił znaczenie.

    Tu bym się zgodził, ale jak Pan widzi rolę: Antiochii, Rzymu, Aleksandrii – bo są to chyba wspólnoty powstałe przed/niezależnie od Pawła? Gdyby to wspólnoty Pawłowe zdeterminowały chrześcijaństwo, jakim cudem w kanonie chrześcijańskim został ST, dlaczego nie poszło one konsekwentnie za Pawłem, jak Marcjon?
    Co do konfliktu Paweł – Jerozolima się zgadzam, ale rozwiązanie go przez upadek Jerozolimy nie musi oznaczać automatycznie monopolu Pawła. Nadal jest wiele opcji, po prostu: anatema na paulistów traci na znaczeniu i Antiocheńczykom (i innym) łatwiej brać uczniów Pawła poważnie, gdy nie ma już Dwunastu.

    camillos 2012.07.08 16:13

Napisz komentarz