Jezus historyczny czy historia późniejszych interpretacji Jezusa?

Do ks. Artura:

Dziękuję za wyczerpującą, rozbudowaną odpowiedź. Nie szkodzi, że odpowiedź ta nie dotyczy mojego postu wstępnego, gdzie cytuję Vermesa, ale mojego wcześniejszego tekstu o tej dyskusji. Rozumiem, że uznał ksiądz za stosowne wyjaśnić tamtą kwestię jako pierwszą. Niech tak będzie.

Zacznijmy zatem od różnic w obrazowaniu Jezusa, jakie widzimy pomiędzy Markiem ( np. „Czemu nazywasz mnie dobrym? Sam Bóg jest dobry!”), a Janem („Ja i Ojciec jedno jesteśmy”).

Przede wszystkim chciałbym od razu wskazać miejsca, w których – jak sądzę – nie ma między nami rozbieżności. Jak ksiądz zauważa, mój przykład nie był czymś wyjątkowym u Marka. Mamy tam więcej takich elementów, które jak ksiądz sam wskazuje “wydają się nie pasować do Boskiego obrazu odsłaniającego się w późniejszych Ewangeliach”. Ponadto – na przykładzie opowieści o chrzcie, gdzie w wersji Markowej Jezus wygląda na grzesznika i widzi ksiądz nawet pewien narastający z ewangelii na ewangelię proces zmian: “Pozostali ewangeliści idą jeszcze dalej w redukowaniu niewygodnej wzmianki o poddaniu się Jezusa obrzędowi dokonywanemu przez Chrzciciela”.

Teraz przejdę do tych uwag, które budzą moje wątpliwości. Pierwsze zdanie, na którym utkwiłem, brzmi: “Ten Markowy obraz, który mógł wzbudzać zakłopotanie jego odbiorców, rozjaśnia się w paralelnych miejscach, gdzie zostaje poprawiony i ujednoznaczniony przez Mateusza”. Zdanie to – jeśli nie wynika z przeoczenia, jakiegoś potknięcia – nie jest dla mnie zrozumiałe. Fakt, że Mateusz uczynił Jezusa w swej opowieści nieco bardziej “ortodoksyjnym”, nieco bardziej Synem Bożym – daje moim zdaniem podstawy do wnioskowania o poglądach czytelników Ewangelii Mateusza, ale nie Ewangelii Marka. Skąd więc przypuszczenie, że Markowy obraz “mógł wzbudzać zakłopotanie jego odbiorców”? Mateusz pisał dla własnych czytelników i chyba tylko co do nich możemy wnioskować, gdy widzimy korektę – że byliby zakłopotani “grzesznym” czy “niedobrym” Jezusem?

Następna wątpliwość dotyczy podobnego, moim zdaniem nieuprawnionego wnioskowania – zdaniem księdza, Markowe dość zaskakujące pytanie pytanie “Czemu nazywasz mnie dobrym?” występuje “w kontekście, w którym zgodnie i mocno pobrzmiewają tony chrystocentryczne i teocentryczne”. A ponadto, według księdza “trudno przypuszczać, że wypowiedź Jezusa weszła z tradycji do Ewangelii Marka oderwana od pytania bogatego rozmówcy o warunki dziedziczenia życia wiecznego”. O jakim “kontekście” tu mowa? O jakich “warunkach”? O kontekście chrystologii Mateusza i jeszcze późniejszych ewangelistów? O warunkach, jakie widzi Mateusz i późniejsi ewangeliści? Moim zdaniem znowu: ten kontekst – jako właśnie późniejszy – pozwala na wypowiadanie się co najwyżej o wierzeniach w późniejszych wspólnotach (od Mateusza począwszy), ale niekoniecznie Marka.

Mówiąc generalnie: nie rozumiem, dlaczego za “najbliższy” kontekst mielibyśmy uznawać kontekst, narzucony przez kanon. Napisał ksiądz:

“Przyjmując, że słowa Jezusa mają u Marka znaczenie razem z ich najbliższym kontekstem – tym danym w tekście kanonicznym – trudno uznać je za sprzeczne z wiarą w Jezusa identyfikującą się z wiarą w Boga”.

Kanon to jeszcze późniejsza historycznie sprawa, ani Marek, ani Mateusz nie pisali przecież swych tekstów jako elementów kanonu, bo on wtedy jeszcze nie istniał – więc moim zdaniem, nie można tych znaczeń, jakie dodaje do ich tekstów ich “kanoniczność” – uważać za “najbliższy kontekst”. To są opinie, idee, związki, widziane oczami np. Ireneusza z Lyonu z II wieku, ale nie Marka czy Mateusza.

Z powodu moich trzech wątpliwości uważam – jak na razie – wniosek, że “do Jezusa historycznego mamy dostęp tylko przez kanoniczne pisma Nowego Testamentu” – za nieuzasadniony. Jezus historyczny to niekoniecznie Jezus kanonu. Powiem więcej – skoro w tekstach obserwowanych w czasie (diachronicznie) mamy wręcz narastającą teizację, pewien proces – wydaje się, że jeśli ten proces odwrócimy i pójdziemy wstecz,  w stronę Jezusa historycznego – elementów teistycznych będzie ubywać. Jezus historyczny znajdzie się właśnie w najmniej “Boskim” punkcie historii wczesnochrześcijańskiej tradycji.

To tutaj dopiero mamy Jego “najbliższy” kontekst.

 

Komentarze

Przeglądasz debatę akademicką. Aby zobaczyć komentarze, przejdź do dyskusji nad tekstem.